Hejo ;). Trochę mnie nie było,
więc stwierdziłam, że warto byłoby w końcu coś tu napisać ;).
Tydzień temu, czyli pierwszego sierpnia, zaczęłam nowy rok
akademicki ;). Ponoć ten i kolejne semestry mają być już
łatwiejsze, więc może uda mi się dodawać coś tutaj częściej.
Chyba, że znów złapie mnie leń :P. W piątek (12.10.2018 r.)
jadę z Harrym na weekend do Poznania, na Poznań Game Arena. Nie
mogę się już doczekać :D. Jak wrócę, to postaram się zdać
relacje. Niedługo wyprowadzamy się z Harrym do innego
mieszkania. Jakoś nie mam ochoty opisywać całego zdarzenia,
dlaczego tak się stało. Powiem tylko, że wina leży po stronie
osoby, która wynajmuje mieszkania. Trudno się mówi. Na szczęście
mamy już ogarnięte inne mieszkanie ;). Na koniec wrzucam
zdjęcia Luny, która przygotowuje się do pierwszego dnia w uczelni
:P. Pozdrawiam i do następnego :D.
Hejo :). Ostatnio byłam z Harrym na
spacerze w parku ;). Poszliśmy do baru czegoś się napić. Harry
wziął sobie piwo, a z racji tego, że ja prowadziłam, to wzięłam
oranżadę, która smakowała jak gazowana woda z sokiem. Całkiem
dobre :D. Nie mogło się obejść bez zdjęć. Uprzedzam jednak,
że wszystkie zdjęcia w tym poście zostały zrobione telefonem. Nie
jestem do końca z nich zadowolona, ale nie są też jakieś strasznie tragiczne. Ważne że w ogóle je
zrobiłam. Aż wstyd się przyznać, że cały czas miałam przy
sobie aparat, tylko nie chciało mi się go wyciągać. Ok, nie
ważne. Luna jak zwykle podpijała :D. Jednak zanim
poszliśmy do baru, udaliśmy się na plac zabaw. Nadal lubię się
huśtać na huśtawce :P. To ja (i moja durna mina) :D. A
tak wyglądałam podczas huśtania się xD. Czułam się jak
dziecko :P. Za to wczoraj (12.08.2018 r.) pojechaliśmy z Harrym
do mamy, popilnować mojego rodzeństwa. Jasiek przyniósł klocki
Lego. Oczywiście wszyscy świetnie się bawili :P. Zbudowałam
sobie taki pojazd, choć później go jeszcze zmodyfikowałam
:D. Kiedy my skończyliśmy, do klocków dobrała się Luna.
Nigdy jeszcze takich nie widziała, więc była to dla niej nowa
atrakcja :). A później spotkała koleżankę. Ta mała
laleczka należy do mojej siostry. Niestety nie wiem jak lala się
nazywa i czy w ogóle ma jakieś imię. Ale z tego co widzę, to Luna
dobrze się z nią dogadywała. Nawet klockami się podzieliła
:D. A teraz coś z innej beczki. Ostatnio zamówiłam sobie
nowe buty z internetu. W tamtym roku zamawiałam wysokie trampki na
platformie. Nie było niestety czarnych, więc wzięłam granatowe.
Niby te buty nie są jakieś wymyślne, a jednak dość trudno gdzieś
takie znaleźć... W tym roku również trochę się namęczyłam,
ale w końcu się udało i znalazłam. W dodatku czarne :P. Te
granatowe już błagają o pomstę do nieba ;). Tutaj nowe buty (a
właściwie jeden but na pierwszym planie, a drugi w tle :P). A tu porównanie nowego ze starym
;). Są strasznie sztywne i trzeba będzie je rozchodzić
:D. Pozdrawiam i do następnego :).
Hejo ;). Ostatnio z Harrym i jego
bratem poszliśmy postrzelać z wiatrówki. Udaliśmy się w miejsce
po wyburzonym budynku, niedaleko naszego miejsca zamieszania. Za cele
obraliśmy sobie puste butelki, puszki po piwie i kocim żarciu, i
pudełko po pizzy. Mieliśmy wyjść tylko na pół godziny, bo
trzeba było zrobić obiad. Skończyło się na tym, że do domu
wróciliśmy po godzinie 21:00, czyli na strzelaniu zeszło nam około
4 godzin, a obiad zrobiliśmy następnego dnia :D. To ja
:D. Wiadomo, że Luna sama w domu zostać nie mogła ;).
Poszła posiedzieć na wyschniętej trawie. Później
stwierdziła, że musi rozprostować nogi, więc chodziła i podawała
nam śrut. Na drugi dzień, podczas robienia obiadu, Luna
powiedziała, że też chce pomóc. Miały być kotlety z kurczaka, z
frytkami. W sklepie okazało się, że nie ma już płatów z
kurczaka, więc kupiliśmy prawie kilogram mięcha z indyka :P.
Pierwszy raz robiłam kotlety z indyka. Polecam! Lunie chyba
spodobało się gotowanie :D. Ostatnie zdjęcie robiłam już
telefonem. Nie ma na nim frytek, ale możecie mi wierzyć na słowo,
że do obiadu były :P. (Sorry za syf na blacie). Pozdrawiam i do następnego
;).
Zdjęcia bez podpisów są autorstwa Harry'ego. Nie
zezwalam na kopiowanie oraz rozpowszechnianie prywatnych (robionych
przeze mnie, moją rodzinę lub znajomych) zdjęć, znajdujących się
na moich blogach. Jeżeli jakieś zdjęcia nie są mojego autorstwa,
zawsze odpowiednio je opisuję.
Hejo :). Harry ostatnio wpadł na
pomysł, żeby pojechać pod namiot. Jest jedno takie miejsce, o
którym słyszeliśmy już dawno. Postanowiliśmy się wybrać
właśnie tam. Całkiem blisko, bo jakieś 15 km od naszego obecnego
miejsca zamieszkania. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy ;). Nasz
pobyt trwał od popołudnia 29.07.2018 r. do wieczora 30.07.2018 r.
Jednak zanim przejdę do opowiadania i pokazywania zdjęć z wyjazdu,
chciałabym się z Wami podzielić inną informacją. Miesiąc
temu, dokładnie 3 lipca miałam urodziny. Moja mama zapytała się
mnie, co chciałabym dostać. Kilka dni wcześniej mówiłam
Harry'emu, że przydałaby mi się nowa torba, większa, ponieważ do
starej wszystko, co chciałam mieć przy sobie, mieściło się na
styk, przy czym aparat był na dnie, a Luna na samej górze. Takie
ułożenie było najwygodniejsze i najbezpieczniejsze, ale nie
pozwalało mi na szybkie wyciąganie aparatu. Bardzo mnie to
denerwowało. Tak więc powiedziałam mamie, że chciałabym torbę.
Umówiłyśmy się na konkretny dzień i pojechałyśmy do galerii.
Szukałam takiej torby, która pomieściłaby wszystko, co mieściła
poprzednia, a przy tym, żeby miała jeszcze duży zapas miejsca, na
inne rzeczy, które akurat musiałabym schować. Jednak oprócz tego,
bardzo zależało mi także na osobnej kieszeni/przegródce dla Luny.
W końcu znalazłam jedną torbę, która odpowiadała moim
wymaganiom, a moja mama znalazła drugą. Obie bardzo mi się
spodobały, a tym samym nie mogłam zdecydować się, którą biorę.
Skończyło się na tym, że dostałam obie, mimo iż stanowczo
mówiłam, że jedna w zupełności mi wystarczy i na pewno na którąś
się zdecyduję. Mama stwierdziła, że dobrze jest mieć dwie torby,
na przykład na zmianę. Gdyby z jedną się coś stało, zawsze jest
druga. Niezręcznie się czułam wychodząc ze sklepu z dwoma
torbami, ale mama powiedziała, że mam się uspokoić :P.
Partner/chłopak/mężczyzna (jak kto woli) mojej mamy, który był z
nami na zakupach powiedział, że w takim razie odda mamie pieniądze
za jedną z tych toreb i jedna będzie od mamy, a druga od niego.
Bardzo się cieszę, ponieważ teraz mogę wyjmować to, co chcę od
razu, bez uprzedniego wyciągania innych rzeczy, mam bardzo dużo
miejsca, jest miejsce na aparat, oraz cała kieszeń tylko dla Luny
:D. Tak z zewnątrz wygląda torba, którą postanowiłam nosić
teraz (brelok w kształcie gitary dostałam jakiś czas temu od
Harry'ego). A tak w środku, razem z rzeczami. Tutaj
jest kieszeń Luny. Blajtka w końcu może wygodnie leżeć w
torbie. Ma swój własny kąt, a ja nie muszę jej ciągle wyciągać,
aby dostać się do innych rzeczy :P. Druga torba leży w szafie. Na
razie nie będę jej pokazywać :). Jeżeli chodzi o torby, to
tyle ;). W końcu mogę przejść do relacji z wypadu pod namiot
:D. Dzień przed wyjazdem, Luna postanowiła spakować swoje
rzeczy. Na powyższym zdjęciu słabo widać, co Luna zabrała,
więc poniżej wstawiam osobne zdjęcie. Tak więc, Blajtka
jest gotowa do wyjścia, ale niestety musi poczekać do następnego
dnia ;). Wyjechaliśmy po południu. Po przyjeździe, od razu
rozstawiliśmy namiot i poszliśmy do baru. Tam zamówiliśmy piwo i
coś do zjedzenia ;). To ja :P. A tu Luna pozuje na stole.
Harry postanowił się powygłupiać :D. Tak wyglądało nasze
miejsce :P. Harry chyba wtedy rozkładał materac :P. A tak
było w środku. Te zdjęcia były już robione następnego
dnia. Graliśmy w ping-ponga. Po cichu się przyznam, że
kiedyś trenowałam i raz byłam na zawodach. Na drugie zawody
niestety nie pojechałam, bo się rozchorowałam. Harry bardzo dobrze
gra w ping-ponga, nawet lepiej ode mnie i tak samo jak ja lubi w to
grać, więc jak tylko zobaczyliśmy stół, od razu polecieliśmy
wypożyczyć rakietki i piłeczkę :P. Niestety zdjęć nie mam, ale
za to mam zdjęcie Harry'ego, które zrobiłam mu podczas naszej gry
w bilarda :P. Później poszliśmy na basen. Tam przesiedzieliśmy,
przeleżeliśmy oraz przepływaliśmy resztę dnia. Wszystkim
było naprawdę dobrze, nawet Lunie ;). Widok na basen ;). I
ostatnie zdjęcia, na których widać, jak Harry skacze do wody
:P. Najpierw na główkę. A potem na bombę :P. Było
świetnie. Żałuję tylko, że nie zrobiłam Lunie zdjęć w
namiocie. Chciałam je zrobić zaraz przed złożeniem namiotu, ale
przypomniało mi się o tym już po fakcie. No trudno... Ważne, że
w ogóle mam zdjęcia :D. Polecam takie wypady. Niech tylko czas się
znajdzie i pogoda dopisze :). Na koniec zmienię temat i dodam, że
dzisiaj (31.07.2018 r.) całkiem przypadkowo trafiłam w sieci na
lalki Little Big Eyes. Wyglądają trochę jak połączenie Blythe,
Pullip i Shibajuku w jedno. W ogóle mi się one nie podobają. Nie
trafiają w mój gust. Oczywiście są takie osoby, które znaczenie
poprawiłyby im wygląd. Jednak, jak na razie wcale mi się nie
podobają i nie przekonują mnie, ale to tylko moje zdanie :). Może
kiedyś się to zmieni, choć do niczego mi to nie jest potrzebne, a
już na pewno nie do powiększania ilości lalek. Jedna w zupełności
mi wystarcza :). Pozdrawiam i do następnego :D.